Fot. materiał partnera

Ostatni tydzień miesiąca. Zestaw jest gdzieś między Belgią a Czechami, do bazy nie wróci przed kolejnym załadunkiem, a termin pobrania danych upływa za kilka dni. W kalendarzu jest przypomnienie, brakuje tylko pojazdu i klucza w jednym miejscu. W firmie z kilkunastoma autami zdarza się to co miesiąc i zwykle dotyczy kilku pojazdów naraz.

Terminy pochodzą z przepisu unijnego, nie z krajowej tradycji

W obiegu wciąż funkcjonują nieaktualne, krótsze terminy krajowe. Polskie rozporządzenie z 2007 roku o częstotliwości pobierania danych utraciło moc 3 września 2018 roku. Dziś podstawą jest przepis ustawy o tachografach, odsyłający wprost do rozporządzenia Komisji Europejskiej. Wynikają z niego dwa cykle: dane z karty kierowcy pobiera się nie rzadziej niż co 28 dni, a z jednostki pojazdowej nie rzadziej niż co 90 dni.

To dwa niezależne strumienie. Pobranie danych z karty nie zamyka obowiązku wobec pojazdu i odwrotnie. W małej flocie oznacza to kilkanaście osobnych terminów biegnących równolegle, każdy od innej daty, bo liczą się od ostatniego skutecznego odczytu.

Rytm miesiąca zamiast pilnowania kalendarza

Firmy, które nie mają z tym problemu, zamieniły pojedyncze terminy na powtarzalny cykl, w którym każda czynność ma właściciela i stałe miejsce w miesiącu.

Czynność Kto odpowiada Kiedy
Odczyt danych z kart kierowców osoba prowadząca dokumentację przewozową w stałym cyklu z zapasem przed upływem terminu, nie w ostatnim możliwym dniu
Odczyt danych z jednostek pojazdowych osoba prowadząca dokumentację przewozową według harmonogramu prowadzonego osobno dla każdego pojazdu
Kontrola kompletności pobranych plików osoba prowadząca dokumentację przewozową bezpośrednio po każdym odczycie
Zapis do archiwum i kopia zapasowa osoba wskazana przez przedsiębiorcę tego samego dnia, w którym powstał plik
Przegląd braków zapisu i wpisów manualnych zarządzający transportem z kierowcą raz w miesiącu, po zamknięciu cyklu
Test odtworzenia losowego pliku z archiwum osoba wskazana przez przedsiębiorcę raz na kwartał

Plik ma zostać w oryginale

Dane przechowuje się w oryginalnym formacie, w jakim zostały pobrane. Plik .ddd jest dowodem, a wydruk, dokument PDF czy zestawienie wygenerowane przez program nie zastępują go i nie spełniają tego obowiązku. Raport jest wygodny w pracy bieżącej, na potrzeby dokumentacji liczy się plik źródłowy.

Dane trzeba też zabezpieczyć przed utratą i przed dostępem osób nieuprawnionych oraz utrzymywać w postaci czytelnej i uporządkowanej. To trzy odrębne wymagania i najczęściej sypie się pierwsze z nich. Dysk jednego komputera bez kopii, katalog na pulpicie, brak kontroli dostępu do zbioru: każdy z tych elementów osobno wygląda niegroźnie, razem tworzą archiwum, którego nie da się obronić. Pobrane dane, wykresówki i wydruki przechowuje się co najmniej rok.

Gdzie sypie się ręczne zgrywanie

Ręczny odczyt zakłada, że w jednym miejscu i czasie spotkają się pojazd, karta kierowcy, klucz do pobierania danych i osoba, która to zrobi. W trasach międzynarodowych ten zbieg okoliczności trzeba zorganizować, zwykle kosztem czegoś innego: pojazd czeka na rozładunek albo kierowca dostaje przerwę w miejscu wygodnym dla firmy, nie dla siebie. Normy czasu jazdy i odpoczynku dodatkowo ograniczają takie zjazdy.

Do tego dochodzą awarie po cichu. Pobranie przerwane w połowie, plik niepełny, klucz z zapełnioną pamięcią, zgubione potwierdzenie, kto i kiedy dane pobrał. Bez sprawdzenia kompletności problem wychodzi dopiero na kontroli. Kara za samo niepobranie danych w terminie mnoży się przez liczbę kierowców i pojazdów, a nie przez kolejne dni zaległości; mnożnik dzienny pojawia się przy innym naruszeniu, czyli nieudostępnieniu na kontroli danych wczytanych i przechowywanych.

Zdalny odczyt zmienia organizację pracy, nie obowiązek

Przepisy określają częstotliwość pobierania danych, ale nie narzucają metody ani miejsca. Dlatego zdalny odczyt jest w pełni dopuszczalny. Warunkiem jest tachograf z interfejsem zdalnego pobierania oraz urządzenie transmisyjne w pojeździe. Sam odczyt na odległość niczego nie umarza: oba strumienie danych nadal trzeba pobierać w wymaganych cyklach, a firma odpowiada za ich kompletność i archiwizację tak samo jak przy zgrywaniu w bazie.

Zmienia się natomiast organizacja pracy. Termin przestaje zależeć od trasy pojazdu, a odczyt można wykonać z zapasem, zamiast czekać na okazję. Ma to znaczenie przy kontroli w przedsiębiorstwie. Kontrolujący mogą żądać okazania dokumentów i innych nośników informacji, udostępnienia danych związanych z przedmiotem kontroli oraz pisemnych i ustnych wyjaśnień, mają też prawo wstępu na teren przedsiębiorcy i do pojazdów. Firma, która pobiera dane na bieżąco, odpowiada wtedy wyciągiem z archiwum, a nie serią telefonów do kierowców.

Co daje spięcie odczytu z resztą danych o flocie

W praktyce dane tachografowe rzadko są potrzebne same. Przy rozliczeniu trasy, reklamacji terminu dostawy czy rozmowie o stylu jazdy sięga się po nie razem z informacją o przebiegu i lokalizacji. Flotman prowadzi obie warstwy w jednym systemie. Zdalny odczyt tachografu obejmuje dane z kart kierowców i z jednostek pojazdowych, wraz z kontrolą terminów i archiwum, do którego pliki trafiają w formacie źródłowym. Raporty flotowe pokazują to, co z tych danych wynika na co dzień: przebiegi, styl jazdy, zużycie paliwa i zdarzenia do wyjaśnienia z kierowcą.

Zysk jest prozaiczny: jedna osoba przestaje pilnować kilkunastu niezależnych terminów w kalendarzu.

Pięć rzeczy do sprawdzenia przed końcem kwartału

  • Wypisz daty ostatniego skutecznego odczytu dla każdej karty i każdego pojazdu, osobno.
  • Sprawdź, czy archiwum zawiera pliki źródłowe, a nie wyłącznie raporty i wydruki.
  • Ustal, gdzie leży kopia zapasowa i kto ma dostęp do zbioru danych.
  • Odtwórz losowy plik sprzed kilku miesięcy i sprawdź, czy przypiszesz go do kierowcy i pojazdu.
  • Zdecyduj, kto imiennie odpowiada za odczyt, kontrolę kompletności i archiwum oraz kto go zastępuje.

Narzędzie automatyzuje odczyt i pilnowanie cykli, jednak obowiązek pobrania, zabezpieczenia i udostępnienia danych pozostaje po stronie przewoźnika. Technologia skraca drogę do dokumentu, nie zdejmuje odpowiedzialności za niego.

***

Artykuł sponsorowany